W kontekście sukcesu, jaki odniosły w Polsce transmisje telewizyjne z meczów siatkówki, warto pochylić się przez chwilę nad jej potencjałem komercyjnym, który przecież istnieje, ale który na przestrzeni dekad przeszedł sporą przemianę. Spokojnie można powiedzieć, że od momentu umasowienia siatkówki pod koniec lat 50.

ubiegłego wieku i pierwszych Mistrzostw Świata w Czechosłowacji, bardzo wiele się zmieniło. Nie mówimy o stylu gry czy jej zasadach, ale oprawie, jaka temu sportowi towarzyszyła.

Okres po II wojnie światowej to wyraźna dominacja demoludów w siatkówce. Państwa socjalistyczne, na czele ze Związkiem Sowieckim, radziły sobie najlepiej, ogrywając hurtem rywali z Zachodu.

Automatycznie oznaczało to, że pozycja siatkówki w krajach bloku wschodniego była mocna, a jej trenerzy, zawodnicy i działacze były hołubieni przez władze. Oto pojawił się kolejny przykład socjalistycznej przewagi nad imperialnym Zachodem.

To sprawiło, że komercyjne oblicze siatkówki było słabe, ponieważ kraje socjalistyczne nie były atrakcyjnym rynkiem reklamowym. Kolejne dekady przyniosły istotne zmiany, ponieważ ZSRR rozpadł się, a kraje zachodnie, które dotąd w siatkówkę grały ze zmiennym szczęściem, okrzepły.

Dziś bardzo dobre mecze rozgrywają kadry takich państw jak Włochy, Francja czy Niemcy i nie stanowi to zaskoczenia. Wciąż doskonale radzą sobie Rosjanie, świetnie wypadają też USA.

Turnieje siatkarskie zyskują dużą oglądalność telewizyjną, przyciągają też zamożnych sponsorów – zarówno krajowych, jak i międzynarodowych.